"Urodzony morderca."
Wyobraziłem sobie, jak leży w kałuży krwi,
Denerwował mnie, zacząłem z niego drwić
I wtedy już wiedziałem, co się zaraz stanie,
Nóż wchodził, jak w masło i przebił ubranie.
Patrzyłem myśląc o jego ostatnim westchnieniu,
Buchnęła krew z piersi w całym swym strumieniu,
Nagle runął o ziemię do kałuży skutej lodem,
W tym momencie poczułem, że stałem się bogiem.
Widziałem jego oczy,
Chwilę, gdy odchodził.
Zapytał mnie, dlaczego?
Nie odpowiedziałem.
Rzeki krew płynęła bezustannie, cały prawie krwawił,
Zaczął się trząść, wiedział, że śmierć jego ciało trawi,
Odwrócił powieki
I przestał żyć na wieki.
Czuję niedosyt, lecz dziś już nie zabiję,
Muszę teraz poczuć, że sam ciągle żyję
I odejść już dziś w cień,
Jutro przecież też jest dzień.