"Żywot wojownika"



Stanął na progu pokoju, w którym leżał jego umarły ojciec, 
owinięty jak jedwabnik w woskową ciszę - i krzyknął. 
Od tego to się zaczęło.
Czepił się huku i piął się po nim w górę, gdyż wiedział, że cisza 
oznacza śmierć. Rytm podkutych butów, tętent 
kopyt na moście -  
błękitne szarawary huzara. Grzmot bębnów i muszkieterowie 
wstępują w chmurę dymu - srebrna szpada oficera. Ryk armat, 
ziemia jęczy jak bęben - trójkątne czako marszałka.
Więc kiedy umarł, wierni żołnierze chcą, aby po drabinie wrzawy 
wstąpił w niebo. Sto dzwonnic rozkołysało miasto.
W chwili gdy znajduje się ono najbliżej nieba, kanonierzy strzelają. 
Ale nie mogą odłupać twardego lazuru na tyle, aby marszałek 
zmieścił się cały ze szpadą i trójkątnym czakiem.
Teraz znów się odkleił i spadł na twarz ziemi. Wierni żołnierze 
podnoszą go i jeszcze raz strzelają w górę.
-- 
Publikacja pobrana z serwisu www.poema.art.pl



Autor - Herbert Zbigniew



<< powrót