"O sowie"
Zziębnięci pod przydrożną kapliczką w noc kiedy fiołki z zimna dygocą zawijali się szczelnie ciepłem swoich ramion Wiatr strącał im na głowy gwiazdy które osiadały we włosach jak szron Zazdrościli Matce Boskiej patrzyła słuchała wyszła z kapliczki iść im ze sobą kazała poszli prze rowy kaczeńców żółtych pełne przez płoty z księżycowego drutu nad zielony staw Do stodoły ciepłej i złotej jak słoma Marka Boska sowę wrzeszczącą z dachu zdjęła Odeszła uśmiechnięta ze zgorszoną sową pod pachą