"* * * [Patrz! Janka i Antoni idą Alejami...]"
Patrz! Janka i Antoni idą Alejami Patrz! i coś mówią do nas jakby nie umarli On z parasolem w kapeluszu Stetson A ona w pelerynie mała coraz mniejsza I śnieg pada śnieg pada w Parku Ujazdowskim I patrz! kasztany kwitną w mokrych liściach Jest koniec kwietnia i początek stycznia I Janka lepi śnieżki rzuca nimi w Wawrzka I krzyczy: goń mnie! a potem zjeżdżają Po śniegu na saneczkach z górki na pazurki! To się już nie powtórzy i Janka - patrz! - mokre Kwiaty kasztanów z martwych powiek strąca I płatki śniegu lecą w półotwarte usta Puste sanki zjeżdżają - goń mnie! dogoń! - z górki Nie płacz! nieg pada w Parku śnieg zasypie wszystko I Janka - patrz! - odchodzi za Antonim znika W śniegu w kwiatach kasztanów coraz mniejsza Poza białymi drzwiami na szpitalnym łóżku On w kapeluszu Stetson z górki na pazurki I ponad stawem w Parku jeszcze leci śnieżka Ale nie płacz - i goń mnie! - i to się powtórzy Po latach w końcu kwietnia znów zakwitnie kasztan I znowu śnieg oblepi trzepoczące rzęsy Ten sam ten sam co wtedy i te same sanki W dół w szarej pelerynie w kapeluszu Stetson I w najbliższą niedzielę spotkamy się w Parku I nasz syn nasz wnuk włoży małą ciepłą rękę W chudą dłoń Antoniego i pobiegną - goń mnie! - W mokrych kwiatach ku śmierci Tylko nie płacz nie płacz