"Codzienność "
Wstaje jak co rano
Próbując nie myśleć
Nie czuć nic
Wyciągam serce
Z nadzieja i marzeniami
Chowam do szafy
Myśli zamykam
W kamieniu
I odchodzę
By przetrwać
Kolejny dzień
I nocy nie przespać
I znów codzienność
Powracający sen
To ten dzień
Choć każdy taki sam
Pełen smutku i żalu
Z nadzieja na jutro
Lec ona pryska
Gdy słońce ucieka
A księżyc nadchodzi
Chłodem okrywa ulice
I spokój im nadaje
Ulgę po dnia żarze
Cichną kroki
I glosy milkną
Nastaje cisza
Wszystkich sen morzy
W swa otchłań zabiera
I w snach przebiera
Wybrać nie może
Wiec daje dowolność
Każdy własny sen ma
A ja swój koszmar
Bo żyć nie umiem
Choć kiedyś umiałam
Próbując uciszyć umysł
By nie myśleć
O tym całym koszmarze
Zamykam oczy
I usnąć próbuję
Lecz znów nie mogę
Te myśli mnie dręczą
Zbyt wiele ich jest
Plączą się wciąż
To jest codzienność
Każdy dzień taki sam
I noce podobne