"Ich prawem była własna śmierć"
Musiano płozy prędko skleić z drew Już ułożonych w stosy całopalne. Gówniarze w kitlach higienicznych, w maskach Gazowych trupy na płozy pokładli. Nam dzwonki dalej nielojalnej krwi Kazały pokryć się po wnękach murów. Klnąc pospolicie tamci zaprzęgnięci Do trupich sanek ciągnęli na ugór. Myśmy wrócili w nieba naszych domów, Od gazów wzdęte obłoki pościeli. Jeszcze w zimnym śnie materaca jest Kształt towarzyski ciepło wyciśnięty, Ale nie woła, że czeka kolacja. Już próbujemy miedzianego smaku Nieobecności ich na naszych wargach, A dłońmi z siebie wymuszamy żal, Gdy w dali, jakby rozpękały drzewa, Huk: zmarzłe ciała zmarzła krew rozrywa I fala w naszych mózgach wyłupuje Szramę jak siłą rozerwany srom.