"Piosenka uliczna"



O godzinie porannej Lecz nie rześkiej jak krzyk Nowo narodzonego Tylko mdłej jak konanie Że idącemu nawet Odgłos mojej nędzy Wśród świtających domów Zdawał się nie powstawać Choć tak zazwyczaj donośny I nie było mi zimno Choć wracałem z czuwania Odprawiwszy pociągi Do Ultima Thule A także podmiejskie Już nawet nie bolejąc Nad przymusem powrotu Do zakisłej rozpaczy Wynajętego pokoju Tyle wiedząc że kolej Ma zawsze ciągłość sezonu I kiedy tak wracałem Bez radości wściekłości Już prawie obojętnie Przechodząc obok luster Też obojętnych szyb I nie mówiąc do siebie I nie czując parzenia Opuchniętych stóp Bowiem wcześniej wypiłem Niedużą buteleczkę Taniego kosmetyku By sprowokować serce Do żywszego działania Gwoli pokonania Tej mojej smutnej drogi I gdy wszedłem na rynek I szedłem dalej mimo Jego architektury Opiewanej w każdym Szkolnym podręczniku Wtedy stało się właśnie To o czym teraz donieść Chcę z dbałością o szczegół Snując pilną litanię Więc gdy prawie za sobą Miałem rynek z ratuszem Do którego umyślnie Podążają pielgrzymki Szkolnych wycieczek Kiedy Przeszedłem przed wystawą Magazynu mód męskich Gdzie za szybą stał Czarny Zaklęty w manekin I rządził wszystkimi Wtedy Ile kamieni w bruku - tak właśnie pomyślałem - Ile kamieni w bruku Tyle kobiet ujrzałem Tylu kobiet doznałem Na pustym rynku I wszystkie były Panią we Wrocławiu, 29.04.1969



Autor - Wojaczek Rafał



<< powrót